Para grzybiarzy z Radogoszcza spędziła w lesie pod Łodzią krótką, ale obfitą wyprawę. W czasie jednego zbioru wyszli z koszami pełnymi 250 borowików nadających się do spożycia. Tę samą liczbę grzybów odrzucili z powodu robaczywości, co pokazuje jednoczesny wysyp zdrowych i zainfekowanych okazów.
Gdzie i kiedy odbywały się zbiory?
Grzybobranie miało miejsce w jednym z lasów w pobliżu Łodzi. Bergerowie wskazują, że w tym sezonie grzyby rosną miejscami — na jednostkowych skupiskach, a znalezienie niechodzonego miejsca zwykle przynosi większy kosz. Para zbierała grzyby także podczas wcześniejszych wyjazdów do Puszczy Kampinoskiej i Borów Tucholskich.
Jak wyglądała obróbka i przechowywanie zebranych grzybów?
Po powrocie do domu Bergerowie szybko przystąpili do obróbki. Z jednego z ostatnich wyjazdów przywieźli pięć wiader grzybów, które po oczyszczeniu ważyły około 20 kilogramów. Najczęściej marynują część w słoikach, zamrażają porcje układane na paletkach pod folią oraz suszą wybrane okazy. Barbara Berger dodaje zbiory do sosów, a jej specjalnością są grzyby na słodko.
Dlaczego tyle grzybów trzeba wyrzucić?
Bergerowie opisują, że w tym sezonie zdarzają się zarówno zdrowe, jak i robaczywe borowiki, które występują plackowo. Tam, gdzie natrafi się na miejsca niechodzone, zbiory bywają obfite; jednocześnie lokalne warunki powodują dużą zmienność jakości okazów. W efekcie część zebranych grzybów para selekcjonuje i wyrzuca ze względu na larwy lub uszkodzenia.
Małżeństwo zapowiada kontynuację wyjść na grzyby jeszcze w październiku i listopadzie.